Wieczorna rozmowa rodziców.
Ja: - Śniło mi się, że byliśmy nad morzem. Wprawdzie z dziećmi, ale dziwnie mieliśmy dużo czasu dla siebie...
Mąż: - Pojechałbym nad morze, na dwa dni, sam... To znaczy tylko z Tobą, bez potomstwa.
Ja: - To kiedy robimy wypad na weekend?
Mąż: - Pewnie jak dzieci się wyprowadzą...
Ja: - Dobra, jutro załatwiam im jakieś mieszkanie :)
piątek, 7 października 2011
wtorek, 7 czerwca 2011
DIALOGI RODZINNE 4
Wszelkie jedzenie z dwójką dzieci bywa irytujące. Najlepiej wówczas siedzieć na podłodze, trzymając talerz, z "postawionymi" nogami. Potomstwo stoi po dwóch stronach (bynajmniej nie biernie), słowem - człowiek ma szansę na schudnięcie :)
Wczoraj próbowałam zjeść śniadanie. Sytuacja - jak wyżej, plus gorąco, a tu dwoje małych ludków przylepiających się do mamy. W pewnym momencie puściły mi nerwy.
Mama: Czy mogłabym wreszcie zjeść w spokoju?
Synek: Chcesz zjeść w spokoju? A dlaczego nie w skuchni?
Odpadłam :)
Wczoraj próbowałam zjeść śniadanie. Sytuacja - jak wyżej, plus gorąco, a tu dwoje małych ludków przylepiających się do mamy. W pewnym momencie puściły mi nerwy.
Mama: Czy mogłabym wreszcie zjeść w spokoju?
Synek: Chcesz zjeść w spokoju? A dlaczego nie w skuchni?
Odpadłam :)
poniedziałek, 30 maja 2011
DIALOGI RODZINNE 3
Synek usłyszał jak mówię do męża przez telefon „jedź z Bogiem”.
Synek: Mamusiu, a jak tata jedzie z Bogiem, to jakim samochodem jedzie Pan Bóg?
Mama, na szczęście wybrnęła…: Jak mieliśmy toyotę, to Pan Bóg też jeździł toyotą, a teraz mamy forda (pożyczonego od cioci i wujka), więc Pan Bóg też jeździ fordem.
Synek: Takim samiutkim?
Mama: Tak, takim samym.
Synek: To świetnie!
**********************************************************************************
Przyjechała do nas babcia zwana Bunią. Krzątała się po kuchni, pichciła, robiła ulubioną sałatkę Synka. Mały oczywiście czegoś chciał w danym momencie – chyba chodziło o kompot.
Bunia, odcedzając ziemniaki: Słońce, chwileczkę, mam tyle roboty, nie wiem w co mam ręce włożyć…
Synek widząc gorący garnek z ziemniakami: Buniu, włóż ręce w rękawice!
czwartek, 26 maja 2011
PREZENTY Z OKAZJI DNIA MATKI
Ekipa w składzie Mąż, Synek i Córka - bukiet pięknych bordowych róż.
Synek: wirusowe zapalenie gardła; histeria w gabinecie lekarskim; stworzenie możliwości niesienia go na rękach przez ok. kilometr (14 kg śpiącego 2,5 latka); zmiana pieluchy w parku (!) - na spacery jeszcze nosimy; wieczorna akcja pt. "nie chcę pić niedobrego syropu", uśmiechy, wspólne czytanie książeczek o Franklinie i zabawa w koty-łaskoty.
Córka: pobudka o 5:20; wirusowe zapalenie gardła; problem dziąsłowy - na szczęście to jeszcze nie zapalenie jamy ustnej; super zachowanie podczas badania; spory, jak na Córę, apetyt; ogromne marudzenie w ciągu dnia; spokojny sen na spacerze; zabawa w wycieranie nosa mamie; uśmiechy pięcioząbkowe; wieczorna akcja z zasypianiem.
Taaaaak. Jeśli ten dzień miał mi pokazać, że jestem niezbędna, to ok, zakumałam temat. Jestem zmęczona i ryję nosem w klawiaturę. Macierzyństwo to jedna z najpiękniejszych przygód, jakie mi się dotychczas przydarzyły. Jednak szczerze mogę stwierdzić, że trudno czasami być matką...
Synek: wirusowe zapalenie gardła; histeria w gabinecie lekarskim; stworzenie możliwości niesienia go na rękach przez ok. kilometr (14 kg śpiącego 2,5 latka); zmiana pieluchy w parku (!) - na spacery jeszcze nosimy; wieczorna akcja pt. "nie chcę pić niedobrego syropu", uśmiechy, wspólne czytanie książeczek o Franklinie i zabawa w koty-łaskoty.
Córka: pobudka o 5:20; wirusowe zapalenie gardła; problem dziąsłowy - na szczęście to jeszcze nie zapalenie jamy ustnej; super zachowanie podczas badania; spory, jak na Córę, apetyt; ogromne marudzenie w ciągu dnia; spokojny sen na spacerze; zabawa w wycieranie nosa mamie; uśmiechy pięcioząbkowe; wieczorna akcja z zasypianiem.
Taaaaak. Jeśli ten dzień miał mi pokazać, że jestem niezbędna, to ok, zakumałam temat. Jestem zmęczona i ryję nosem w klawiaturę. Macierzyństwo to jedna z najpiękniejszych przygód, jakie mi się dotychczas przydarzyły. Jednak szczerze mogę stwierdzić, że trudno czasami być matką...
piątek, 6 maja 2011
ZŁODZIEJU...
Nie wiem dlaczego wybrałeś nasz samochód i to właśnie teraz, kiedy jest nam najbardziej potrzebny.
Nie wiem dlaczego nie zadrżała ci ręka kiedy zobaczyłeś w nim naklejkę "dziecko w aucie" oraz dwa dziecięce foteliki.
Nie wiem czy nie ruszyło cię sumienie gdy włączyłeś odtwarzacz i usłyszałeś płytę z dziecięcymi piosenkami - ulubionymi piosenkami naszych dzieci.
Nie wiem czy śmiałeś się czy kpiłeś, że jesteśmy frajerami.
Nie wiem tego i pewnie nigdy się nie dowiem.
Nie wiem kiedy się pozbieram po tym fakcie, chociaż pieniądze dla mnie to rzecz nabyta, a samochód to tylko sprzęt.
Nie wiem, może kiedyć ci wybaczę. Na razie nie umiem i chyba nawet nie chcę.
Najbardziej zabolało mnie, kiedy Synek był rozczarowany, że nie "pokieruje" naszym autem, bo "się zgubiło" i przez dwa dni chodził za mną krok w krok pytając "mama, ale Ty się nie zgubisz?"
Nie pozwolę, żebyś w ten sposób kradł spokój, miłość i bezpieczeństwo mojej rodziny - NIE!
I to WIEM na pewno!!!
Nie wiem dlaczego nie zadrżała ci ręka kiedy zobaczyłeś w nim naklejkę "dziecko w aucie" oraz dwa dziecięce foteliki.
Nie wiem czy nie ruszyło cię sumienie gdy włączyłeś odtwarzacz i usłyszałeś płytę z dziecięcymi piosenkami - ulubionymi piosenkami naszych dzieci.
Nie wiem czy śmiałeś się czy kpiłeś, że jesteśmy frajerami.
Nie wiem tego i pewnie nigdy się nie dowiem.
Nie wiem kiedy się pozbieram po tym fakcie, chociaż pieniądze dla mnie to rzecz nabyta, a samochód to tylko sprzęt.
Nie wiem, może kiedyć ci wybaczę. Na razie nie umiem i chyba nawet nie chcę.
Najbardziej zabolało mnie, kiedy Synek był rozczarowany, że nie "pokieruje" naszym autem, bo "się zgubiło" i przez dwa dni chodził za mną krok w krok pytając "mama, ale Ty się nie zgubisz?"
Nie pozwolę, żebyś w ten sposób kradł spokój, miłość i bezpieczeństwo mojej rodziny - NIE!
I to WIEM na pewno!!!
wtorek, 12 kwietnia 2011
ZJAZD... ALE JEDNAK ŻYJĘ :)
Jak wytłumaczyć moją pięciotygodniową wirtualną nieobecność? Chyba tylko jedno słowo odda je w pełni: kurodomowanie (ko, ko, ko). Z powodu remontu Mąż często poza domem, przyjaciółki zapracowane, siostra także ma nawał roboty. Oczywiście, ofiarne kobiety, zaglądają do nas w miarę możliwości i nie odmawiają pomocy, choćby przy kąpieli dzieciarni.
Dopadł mnie znów tzw. „matczyny zjazd” vel „macierzyński zjazd”. Córa ząbkuje, za nami kolejny skok rozwojowy -> umiejętność stania, chodzenia przy meblach i kanapie, raczkowanie. Cieszę się, że dziecko rozwija się prawidłowo, ale przysparza mi to także stresu… Żyję w ciągłym napięciu, bo Mała już kilka razy zaliczyła głową bliskie spotkanie z podłogą oraz spadła z łóżka. Ale jak to mówią bardziej doświadczeni rodzice: „dziecka nie upilnujesz…” Synek z kolei miewa chwile uwsteczniania, np. łazi na czworaka krzycząc przy tym w niebogłosy, co sprawia, że trafia mnie po prostu szlag.
Na tapecie trening toaletowy prawie dwuipółlatka. To fachowy termin, określenie bardziej prozaiczne: nauka funkcjonowania bez pieluchy. Ile ja się naprosiłam, namawiałam z Synkiem, że „teraz będziesz wołał na kibelek” – groch o ścianę. W niedzielę Mąż po prostu zdjął mu pieluchę i jazda! No i voila: pełen sukces! Wczoraj także. Dziś zdarzyły się dwie małe awarie, ale nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi. Z tej okazji („mama i tata są z Ciebie Synku baaardzo dumni”) w domu pojawiła się nowa książeczka o Franklinie, a dziś zaliczyliśmy wizytę w cukierni. Nie powiem, przyjemnie posiedzieć w pełnym słońcu przy stoliku na powietrzu, nawet jeśli z dość dużego ciastka zje się malutki fragmencik, bo nagroda dla mistrza musi być J
Dopadł mnie znów tzw. „matczyny zjazd” vel „macierzyński zjazd”. Córa ząbkuje, za nami kolejny skok rozwojowy -> umiejętność stania, chodzenia przy meblach i kanapie, raczkowanie. Cieszę się, że dziecko rozwija się prawidłowo, ale przysparza mi to także stresu… Żyję w ciągłym napięciu, bo Mała już kilka razy zaliczyła głową bliskie spotkanie z podłogą oraz spadła z łóżka. Ale jak to mówią bardziej doświadczeni rodzice: „dziecka nie upilnujesz…” Synek z kolei miewa chwile uwsteczniania, np. łazi na czworaka krzycząc przy tym w niebogłosy, co sprawia, że trafia mnie po prostu szlag.
Na tapecie trening toaletowy prawie dwuipółlatka. To fachowy termin, określenie bardziej prozaiczne: nauka funkcjonowania bez pieluchy. Ile ja się naprosiłam, namawiałam z Synkiem, że „teraz będziesz wołał na kibelek” – groch o ścianę. W niedzielę Mąż po prostu zdjął mu pieluchę i jazda! No i voila: pełen sukces! Wczoraj także. Dziś zdarzyły się dwie małe awarie, ale nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi. Z tej okazji („mama i tata są z Ciebie Synku baaardzo dumni”) w domu pojawiła się nowa książeczka o Franklinie, a dziś zaliczyliśmy wizytę w cukierni. Nie powiem, przyjemnie posiedzieć w pełnym słońcu przy stoliku na powietrzu, nawet jeśli z dość dużego ciastka zje się malutki fragmencik, bo nagroda dla mistrza musi być J
poniedziałek, 7 marca 2011
DIALOGI RODZINNE 2
Osoby dialogu: Synek (2 lata i 4 miesiące), Ciocia Nasza Kochana (więcej niż 2 lata i 4 miesiące).
Sytuacja: Synek udaje, że rozmawia przez telefon. Nagle:
Synek: Ciociu, telefon dzwoni.
Ciocia Nasza Kochana: To trzeba odebrać, prawda?
Synek: Ciociu, to do Ciebie.
Ciocia Nasza Kochana: Tak?
Synek: Tak, Nikodem* dzwoni.
Ciocia Nasza Kochana (do Mamy): Yyyy, znacie jakiegoś Nikodema?
* Ostatnio Synek prosi dość często o czytanie biblijnych historii - "Biblię przedszkolaka" dostał na Boże Narodzenie. Mama czytała opowieść O Nikodemie, któy przyszedł nocą do Jezusa i pytał jak może zostać Jego przyjacielem.
Sytuacja: Synek udaje, że rozmawia przez telefon. Nagle:
Synek: Ciociu, telefon dzwoni.
Ciocia Nasza Kochana: To trzeba odebrać, prawda?
Synek: Ciociu, to do Ciebie.
Ciocia Nasza Kochana: Tak?
Synek: Tak, Nikodem* dzwoni.
Ciocia Nasza Kochana (do Mamy): Yyyy, znacie jakiegoś Nikodema?
* Ostatnio Synek prosi dość często o czytanie biblijnych historii - "Biblię przedszkolaka" dostał na Boże Narodzenie. Mama czytała opowieść O Nikodemie, któy przyszedł nocą do Jezusa i pytał jak może zostać Jego przyjacielem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)