Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 grudnia 2013

KU PERFEKCJI

Syn: "Mamo, muszę Ci coś powiedzieć w sprawie tego soku. Z przykrością stwierdzam, że jest on niesłodki."
Trzeba się poprawić... ;)

piątek, 3 lutego 2012

RODZEŃSTWO

Dialog między rodzeństwem - on chce się bawić narzędziami, ona przeszkadzać:

Brat: Czy mogę sobie coś tu spokojnie zrobić?
Siostra: ?
Brat, wyraźnie zniecierpliwiony: Czy mogę sobie spokojnie coś tu w końcu zrobić?!
Siostra: Mozes.

Uwielbiam, gdy dzieci same dochodzą do porozumienia, bez naszego udziału :)

czwartek, 26 maja 2011

PREZENTY Z OKAZJI DNIA MATKI

Ekipa w składzie Mąż, Synek i Córka - bukiet pięknych bordowych róż.

Synek: wirusowe zapalenie gardła; histeria w gabinecie lekarskim; stworzenie możliwości niesienia go na rękach przez ok. kilometr (14 kg śpiącego 2,5 latka); zmiana pieluchy w parku (!) - na spacery jeszcze nosimy; wieczorna akcja pt. "nie chcę pić niedobrego syropu", uśmiechy, wspólne czytanie książeczek o Franklinie i zabawa w koty-łaskoty.

Córka: pobudka o 5:20; wirusowe zapalenie gardła; problem dziąsłowy - na szczęście to jeszcze nie zapalenie jamy ustnej; super zachowanie podczas badania; spory, jak na Córę, apetyt; ogromne marudzenie w ciągu dnia; spokojny sen na spacerze; zabawa w wycieranie nosa mamie; uśmiechy pięcioząbkowe; wieczorna akcja z zasypianiem.

Taaaaak. Jeśli ten dzień miał mi pokazać, że jestem niezbędna, to ok, zakumałam temat. Jestem zmęczona i ryję nosem w klawiaturę. Macierzyństwo to jedna z najpiękniejszych przygód, jakie mi się dotychczas przydarzyły. Jednak szczerze mogę stwierdzić, że trudno czasami być matką...

wtorek, 12 kwietnia 2011

ZJAZD... ALE JEDNAK ŻYJĘ :)

Jak wytłumaczyć moją pięciotygodniową wirtualną nieobecność? Chyba tylko jedno słowo odda je w pełni: kurodomowanie (ko, ko, ko). Z powodu remontu Mąż często poza domem, przyjaciółki zapracowane, siostra także ma nawał roboty. Oczywiście, ofiarne kobiety, zaglądają do nas w miarę możliwości i nie odmawiają pomocy, choćby przy kąpieli dzieciarni.
Dopadł mnie znów tzw. „matczyny zjazd” vel „macierzyński zjazd”. Córa ząbkuje, za nami kolejny skok rozwojowy -> umiejętność stania, chodzenia przy meblach i kanapie, raczkowanie. Cieszę się, że dziecko rozwija się prawidłowo, ale przysparza mi to także stresu… Żyję w ciągłym napięciu, bo Mała już kilka razy zaliczyła głową bliskie spotkanie z podłogą oraz spadła z łóżka. Ale jak to mówią bardziej doświadczeni rodzice: „dziecka nie upilnujesz…” Synek z kolei miewa chwile uwsteczniania, np. łazi na czworaka krzycząc przy tym w niebogłosy, co sprawia, że trafia mnie po prostu szlag.
Na tapecie trening toaletowy prawie dwuipółlatka. To fachowy termin, określenie bardziej prozaiczne: nauka funkcjonowania bez pieluchy. Ile ja się naprosiłam, namawiałam z Synkiem, że „teraz będziesz wołał na kibelek” – groch o ścianę. W niedzielę Mąż po prostu zdjął mu pieluchę i jazda! No i voila: pełen sukces! Wczoraj także. Dziś zdarzyły się dwie małe awarie, ale nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi. Z tej okazji („mama i tata są z Ciebie Synku baaardzo dumni”) w domu pojawiła się nowa książeczka o Franklinie, a dziś zaliczyliśmy wizytę w cukierni. Nie powiem, przyjemnie posiedzieć w pełnym słońcu przy stoliku na powietrzu, nawet jeśli z dość dużego ciastka zje się malutki fragmencik, bo nagroda dla mistrza musi być J

wtorek, 11 stycznia 2011

I PO ŚWIĘTACH...

Chyba powinnam napisać: „jakie przygotowania do świąt, takie święta”. Oj, takiego Bożego Narodzenia jeszcze nie przeżywałam. Wyjechaliśmy w rodzinne strony, mieliśmy do dyspozycji trzypokojowe mieszkanie kuzynki – pełen komfort! I co? Córa z 39-stopniową gorączką, w dzień w stanie letargu – drzemka na mnie lub mężu wiadomo – ręce rodziców to „ręce, które leczą”- nocą na zmianę sen i płacz. Synek nieco zdezorientowany, wieczorami raczył nas koncertami pt. „wracamy do domu”… Po powrocie okazało się, że: Córa ma trzydniówkę a Synkowi wyrzynają się piątki… Proza życia jednym, a właściwie dwoma słowami.

niedziela, 31 października 2010

31.10.2008


Urodziłam życie. Wyszło krzycząc z moich wnętrzności
i żąda ode mnie ofiary z mojego życia
jak bóstwo Azteków.
Pochylam się nad małą kukiełką,
patrzymy na siebie czworgiem oczu.

- Nie zwyciężysz mnie - mówię.
Nie będę jajkiem, które rozbijesz wybiegając na świat,
kładką, po której przejdziesz do własnego życia.
Będę się bronić.
Pochylam się nad małą kukiełką,
spostrzegam drobny ruch drobnego paluszka,
który jeszcze tak niedawno był we mnie,
w którym płynie pod cienką skórą moja własna krew.
I oto zalewa mnie wysoka jasna fala pokory.
Bezsilna, tonę.

Czy to samą siebie tak wielbię w owocu swego ciała,
czy oddaję się na ofiarę
ludożerczemu bóstwu instynktu?
Skądże wezmę siłę, by się oprzeć temu,
co tak bardzo słabe?

Potrzebna małej kukiełce jak powietrze,
daję się bez oporu połknąć miłości,
jak powietrze daję się połykać
jej drobnym, chciwym życia płucom.

Anna Świrszczyńska, Macierzyństwo



piątek, 15 października 2010

DZIEŃ UTRACONEGO DZIECKA

Nie wiedziałam, że taki dzień istnieje w zbiorowej pamięci, ale zdaję sobie sprawę, że wielu rodzicom jest potrzebny. Dowiedziałam się o nim dzięki Green Canoe (http://mygreencanoe.blogspot.com/) Dziękuję Asiu!
Urszulo i Bogdanie,
Barbaro i Krzysztofie,
Joanno i Pawle,
Katarzyno i Łukaszu,
Agnieszko i Danielu,
Anno i Piotrze,
Anno i Tomaszu,
Anno i Jacku,
Asiu i Pawle,
Joanno i Piotrze,
Myślę o Was i Waszych Dzieciach.
Mateuszku, przepraszam za zbyt mało determinacji i rozmów z Twoimi rodzicami – pamiętam o Tobie.



niedziela, 10 października 2010

LOTEM BŁYSKAWICY LUB...

… z prędkością światła. Tak rozwija się ostatnio Synek. Nie piszę tego jako pękająca z dumy mamuśka (Boże, uchowaj przed porównaniem do Niobe), ale kobieta zaskoczona faktem, że dzieci „działają” w ten sposób. Codziennie 2-3 nowe słowa, jakaś umiejętność, zabawa.Gdybym w podobnym tempie przyswajała leksykę i konstrukcje wybranego języka obcego, już dawno byłabym poliglotką. I jeszcze ta niepożyta energia! Natychmiastowa regeneracja sił, nawet podczas choroby. Skąd i dlaczego? Czy nadążę za własnym dzieckiem?

środa, 22 września 2010

DUNDU JABUDU

Aktualnie przeżywamy zwiększoną aktywność Synka w dziedzinie mówienia. Bez problemu powtarza raz usłyszane słowa i wszystko chłonie jak gąbka. Jak większość dzieci w jego wieku, ma także niesamowitą pamięć: kiedy coś już zostało nazwane, nawet niestety niezgodnie z prawdą, to tak się przyjęło i tak należy mówić. Przykład? Warzywo ze zbiorów Synka - mama omyłkowo stwierdziła, że to seler (zawsze miała problem z odróżnieniem pora od selera) – a to ewidentnie jest czosnek (nawet nie por!), to i tak w Synkowej nomenklaturze funkcjonuje jako seler, a konkretniej – „a ti ti” – konia z rzędem temu, kto zgadnie dlaczego właśnie tak :)
Ulubione słówka mamy: ombo, dundu, mano, gusia, je-je, pjomba, gą-gą, sibąda (sibonda), siupota. 
Kto chce, może rozszyfrowywać :) Powodzenia!
PS A ja nienormalna przeżywałam, że Synek zacznie mówić bardzo późno. Ech, te matczyne rozterki…