Jak wytłumaczyć moją pięciotygodniową wirtualną nieobecność? Chyba tylko jedno słowo odda je w pełni: kurodomowanie (ko, ko, ko). Z powodu remontu Mąż często poza domem, przyjaciółki zapracowane, siostra także ma nawał roboty. Oczywiście, ofiarne kobiety, zaglądają do nas w miarę możliwości i nie odmawiają pomocy, choćby przy kąpieli dzieciarni.
Dopadł mnie znów tzw. „matczyny zjazd” vel „macierzyński zjazd”. Córa ząbkuje, za nami kolejny skok rozwojowy -> umiejętność stania, chodzenia przy meblach i kanapie, raczkowanie. Cieszę się, że dziecko rozwija się prawidłowo, ale przysparza mi to także stresu… Żyję w ciągłym napięciu, bo Mała już kilka razy zaliczyła głową bliskie spotkanie z podłogą oraz spadła z łóżka. Ale jak to mówią bardziej doświadczeni rodzice: „dziecka nie upilnujesz…” Synek z kolei miewa chwile uwsteczniania, np. łazi na czworaka krzycząc przy tym w niebogłosy, co sprawia, że trafia mnie po prostu szlag.
Na tapecie trening toaletowy prawie dwuipółlatka. To fachowy termin, określenie bardziej prozaiczne: nauka funkcjonowania bez pieluchy. Ile ja się naprosiłam, namawiałam z Synkiem, że „teraz będziesz wołał na kibelek” – groch o ścianę. W niedzielę Mąż po prostu zdjął mu pieluchę i jazda! No i voila: pełen sukces! Wczoraj także. Dziś zdarzyły się dwie małe awarie, ale nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi. Z tej okazji („mama i tata są z Ciebie Synku baaardzo dumni”) w domu pojawiła się nowa książeczka o Franklinie, a dziś zaliczyliśmy wizytę w cukierni. Nie powiem, przyjemnie posiedzieć w pełnym słońcu przy stoliku na powietrzu, nawet jeśli z dość dużego ciastka zje się malutki fragmencik, bo nagroda dla mistrza musi być J
wtorek, 12 kwietnia 2011
poniedziałek, 7 marca 2011
DIALOGI RODZINNE 2
Osoby dialogu: Synek (2 lata i 4 miesiące), Ciocia Nasza Kochana (więcej niż 2 lata i 4 miesiące).
Sytuacja: Synek udaje, że rozmawia przez telefon. Nagle:
Synek: Ciociu, telefon dzwoni.
Ciocia Nasza Kochana: To trzeba odebrać, prawda?
Synek: Ciociu, to do Ciebie.
Ciocia Nasza Kochana: Tak?
Synek: Tak, Nikodem* dzwoni.
Ciocia Nasza Kochana (do Mamy): Yyyy, znacie jakiegoś Nikodema?
* Ostatnio Synek prosi dość często o czytanie biblijnych historii - "Biblię przedszkolaka" dostał na Boże Narodzenie. Mama czytała opowieść O Nikodemie, któy przyszedł nocą do Jezusa i pytał jak może zostać Jego przyjacielem.
Sytuacja: Synek udaje, że rozmawia przez telefon. Nagle:
Synek: Ciociu, telefon dzwoni.
Ciocia Nasza Kochana: To trzeba odebrać, prawda?
Synek: Ciociu, to do Ciebie.
Ciocia Nasza Kochana: Tak?
Synek: Tak, Nikodem* dzwoni.
Ciocia Nasza Kochana (do Mamy): Yyyy, znacie jakiegoś Nikodema?
* Ostatnio Synek prosi dość często o czytanie biblijnych historii - "Biblię przedszkolaka" dostał na Boże Narodzenie. Mama czytała opowieść O Nikodemie, któy przyszedł nocą do Jezusa i pytał jak może zostać Jego przyjacielem.
czwartek, 3 marca 2011
NORWID W ŁAZIENCE
Za nami, mam nadzieję, zima, a co za tym idzie – wszelkie choroby, infekcje i przeziębienia. Toleruję jedynie „naząbkowy” katar Córki. Mamy za sobą tegoroczną najważniejszą transakcję: kupiliśmy mieszkanie, większe, ładniejsze i w zupełnie nowym miejscu. Przed nami generalny remont. I tu zaczynają się schody… Musimy znaleźć solidną ekipę remontową, najlepiej za rozsądne pieniądze, których i tak zbyt wiele nie mamy. Trzeba zaplanować wygląd oraz wystrój poszczególnych pomieszczeń, w tym strategicznych: kuchni i łazienki. Niby na rynku tylu producentów glazury i terakoty, a mnie jakoś nic nie podchodzi… Okazuje się, że nici z moich łazienkowych koncepcji nazwanych roboczo:
1. Francuska elegancja;
2. Wiśnia w czekoladzie;
3. Zimowy sad.
Żadna fabryka nie wytwarza takich zestawów kolorystycznych L Do diaska, przecież nie jestem jakimś dizajnerem wyprzedzającym trendy! Nie chcę żadnych roślinnych wzorów, kwiatków, listków: żadnej fauny i flory.
Naprawdę na myśl przychodzi mi niedoceniany przez swoich współczesnych Norwid – nikt nie rozumiał jego twórczości. Czy naprawdę oczekuję zbyt wiele? Dlaczego do białych i czerwonych płytek nie można dopasować granatu? Wszyscy producenci nagle rzucili się na biel-czerwień-czerń. A ten czerwony, pożal się Boże: jakiś ceglasty, bordo, wpadający w pomarańcz… Karmin, karmin prawdziwy potrzebny! Owszem, mogę podobierać różne płytki, ale przecież muszą zgadzać się rozmiary i choć trochę faktura. W doborze barw nie ufam Internetowi. W salonie wybrałam trzy kolory płytek do kuchni, przezornie spisując ich fabryczne oznaczenia – i co się okazało gdy zerknęłam do laptopa? Że to róż!!! W dodatku nawet nie pudrowy, tylko klasyczny majtkowy – bleeee.
Dobrze, że wygląd kuchni wstępnie obgadany i kolorystyka zaakceptowana przez rodzinkę, choć niewykluczone, że coś zmienimy J
wtorek, 15 lutego 2011
OBRAZEK Z ŻYCIA
On, niepracujący ojciec rodziny - wykształcenie wyższe: matematyka, socjologia + podyplomówka z czegośtam (fizyka? informatyka?). Ona, pracująca w banku matka rodziny - wykształcenie wyższe: ekonomia. Ono, trzyletni synek - wykształcenie: aktualnie w trakcie edukacji przedszkolnej.
Tata nieustannie poszukuje pracy, jednocześnie poświęcając cenny czas swojemu hobby. Obowiązki: zmywanie (jak mało naczyń, bo gdy więcej, to "przecież mamy zmywarkę"), pranie, rachunki, zakupy, przygotowanie obiadu - nie zawsze, bo "synek je w przedszkolu, a żona ciągle na diecie, mnie wystarczą kanapki", zaprowadzanie syna do przedszkola - z odbieraniem różnie, "przecież żona może wracając z pracy".
Wyglądają na szczęśliwych.
A gdyby na jego miejscu była ona?
Tata nieustannie poszukuje pracy, jednocześnie poświęcając cenny czas swojemu hobby. Obowiązki: zmywanie (jak mało naczyń, bo gdy więcej, to "przecież mamy zmywarkę"), pranie, rachunki, zakupy, przygotowanie obiadu - nie zawsze, bo "synek je w przedszkolu, a żona ciągle na diecie, mnie wystarczą kanapki", zaprowadzanie syna do przedszkola - z odbieraniem różnie, "przecież żona może wracając z pracy".
Wyglądają na szczęśliwych.
A gdyby na jego miejscu była ona?
piątek, 28 stycznia 2011
KOZA
Jest taki dowcip o Żydzie narzekającym na warunki mieszkaniowe: liczna rodzina, kuzyni, trudne warunki mieszkaniowe, hałas. Otóż ten Żyd wybiera się po radę do rabina, który mówi „kup sobie kozę”. Żyd zachodzi w głowę – po co? I tak mamy mało miejsca! No ale rabina trzeba posłuchać. Po jakimś czasie wraca załamany – cóżeś mi poradził? W domu jeszcze większa wrzawa, w dodatku koza śmierdzi i zżera wszystko dookoła! Na to rabin: „wracaj do domu i sprzedaj kozę”. Żyd znów stosuje się do rady rabina. Po tygodniu wraca nad wyraz szczęśliwy: „teraz to my w domu Wersal mamy” J
Otóż moja rodzina jest obecnie na etapie 4+1 czyli my i koza… Nie dalej jak w poniedziałek mówiłam przyjaciółce, że wymiękam z powodu natłoku obowiązków i nadmiernej koncentracji psychicznej. Wczoraj Mąż wrócił z pracy w stanie prawie tragicznym: dreszcze, ból głowy itd. Myślę, że to grypa jelitowa lub rota wirus. Koza jest z nami…
poniedziałek, 24 stycznia 2011
DIALOGI RODZINNE 1
- Mamo, kochasz mnie?
- Tak Synku, bardzo Cię kocham.
- I mnie nie opuścisz?
- ...? (mamę zatkało).
Komentarz: zupełnie nie wiem skąd wzięło się pytanie numer dwa i gdzie Synek je podłapał :)
- Tak Synku, bardzo Cię kocham.
- I mnie nie opuścisz?
- ...? (mamę zatkało).
Komentarz: zupełnie nie wiem skąd wzięło się pytanie numer dwa i gdzie Synek je podłapał :)
wtorek, 11 stycznia 2011
I PO ŚWIĘTACH...
Chyba powinnam napisać: „jakie przygotowania do świąt, takie święta”. Oj, takiego Bożego Narodzenia jeszcze nie przeżywałam. Wyjechaliśmy w rodzinne strony, mieliśmy do dyspozycji trzypokojowe mieszkanie kuzynki – pełen komfort! I co? Córa z 39-stopniową gorączką, w dzień w stanie letargu – drzemka na mnie lub mężu wiadomo – ręce rodziców to „ręce, które leczą”- nocą na zmianę sen i płacz. Synek nieco zdezorientowany, wieczorami raczył nas koncertami pt. „wracamy do domu”… Po powrocie okazało się, że: Córa ma trzydniówkę a Synkowi wyrzynają się piątki… Proza życia jednym, a właściwie dwoma słowami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)